Komentarz Tomasza Borkowskiego do projektu nowej ustawy o ochronie informacji niejawnych

Przedstawiamy komentarz pana Tomasza Borkowskiego ws. nowej ustawy o ochronie informacji niejawnych. O ustawie będą także mówili: mec. ppłk Aleksandra Karnicka oraz kmdr por. Marek Anzel podczas XV Kongresu Ochrony Informacji Niejawnych, Biznesowych i Danych Osobowych.

https://kongresochronyinformacji.ksoin.pl

„Stworzono projekt systemu głębokiej inwigilacji wszystkich osób mających dostęp do informacji niejawnych, którego nie powstydziłaby się niejedna dyktatura” – pisze Tomasz Borkowski, były sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych, który na łamach portalu Osłużbach.pl omawia projekt nowej ustawy o ochronie informacji niejawnych.

Jest takie powiedzenie, że żyć należy tak, jakby się miało umrzeć jutro, ale ziemię uprawiać tak, jakby się miało żyć wiecznie. Ludzie Mariusza Kamińskiego projektujący od wielu miesięcy nową ustawę o ochronie informacji niejawnych szykowali jej projekt tak, jakby mieli nie tylko żyć wiecznie, ale jakby ich formacja miała wieczne sprawować władzę. W efekcie stworzyli projekt systemu głębokiej inwigilacji wszystkich osób mających dostęp do informacji niejawnych, którego nie powstydziłaby się niejedna dyktatura. W pewnym momencie przyszło im jednak do głowy, że politycznie mogą umrzeć jeśli nie jutro, to w jakiejś realnej perspektywie, że PiS może kiedyś przegrać wybory, więc wymyślili sposób, żeby otworzyć sobie drogę ewakuacji. Tym sposobem ma być quasi-lustracja osób ubiegających się o poświadczenie bezpieczeństwa, która pozwoliłaby opróżnić stanowiska związane z dostępem do różnego rodzaju tajemnic.

W rezultacie przedstawionych wyżej wysiłków napisany został projekt nowej ustawy o ochronie informacji niejawnych, który ma zostać wkrótce przedstawiony Radzie Ministrów. Będę się odnosił do wersji tego projektu z 26 kwietnia br. skierowanej przez min. Kamińskiego na Komitet Stały Rady Ministrów. Ponieważ przedstawiciele resortów uczestniczący w pracach tego komitetu zgłosili podobno dużo uwag (co miało być przyczyną, że projekt nie stanął jeszcze na Radzie Ministrów) można się spodziewać, że w projekcie nastąpią zmiany.

Na razie publikacje medialne na temat tego projektu dotyczyły przepisów „lustracyjno-dezubekizacyjnych”. Są one niewątpliwie pomysłem fatalnym, ale nie mniej skandaliczne są inne projektowane przepisy ograniczające prawa obywatelskie i nad nimi również warto się pochylić.

Lustracja i „dezubekizacja”

Projekt ustawy zakazuje organowi prowadzącemu postępowanie sprawdzające wydania poświadczenia bezpieczeństwa, jeżeli osoba sprawdzana była zatrudniona (obojętnie jak krótko) w organach bezpieczeństwa państwa przed 1990 r. Dotknie to wielu pełnomocników ochrony, pracowników kancelarii tajnych i innych pracowników pionów ochrony, zapewne kilku tysięcy osób, którzy w swojej karierze życiowej zahaczyli o SB lub WSW, potem pracowali w służbach mundurowych, a po przejściu na emeryturę wykorzystali doświadczenie i umiejętności nabyte w służbie i zatrudnili się w obszarze ochrony informacji niejawnych. „Dezubekizacja” emerytur mundurowych skazała ich na pracę do końca życia, a teraz odbiera im się tą pracę pozbawiając poświadczeń bezpieczeństwa koniecznych do jej utrzymania. Omawiany przepis nie ma żadnego uzasadnienia związanego z ochroną informacji niejawnych, czego nie kryją sami autorzy projektu, bo w przepisach końcowych zakładają utrzymanie ważności poświadczeń osób uznanych za „ubeków” do końca okresów wskazanych w tych poświadczeniach.

Gdyby za projektem stała paranoidalna wizja spisku „ubeków” grożących tajemnicom państwa, poświadczenia odebrano by im natychmiast. Ale autorzy projektu mieli dość rozumu, żeby tego nie robić, bo równoczesne zwolnienie z pracy kilku tysięcy specjalistów odpowiedzialnych za ochronę informacji niejawnych stanowiłoby realne, poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa tych informacji. Operację rozłożono więc na kilka lat, co ujawnia intencję – z jednej strony ślepa zemsta (ta sama, która stała za obniżeniem emerytur), a z drugiej strony chęć zrobienia miejsca dla swoich, za to żaden związek z ochroną informacji niejawnych (a jeśli, to negatywny, bo bałagan kadrowy tą ochronę osłabi).

W projekcie zapisano również współpracę z organami bezpieczeństwa PRL jako bezwzględną przesłankę odmowy wydania poświadczenia bezpieczeństwa. Organ prowadzący postępowanie będzie musiał na podstawie informacji uzyskanej z IPN odmówić wydania poświadczenia osobie, która współpracowała ze służbami PRL, a na sądy w procedurze skargowej spadnie konieczność dokonania każdorazowej oceny, czy dana osoba była faktycznie tajnym i świadomym współpracownikiem. Jest to więc rozszerzenie lustracji na dziesiątki tysięcy osób mających dostęp do informacji niejawnych.

Uprzedzając ewentualne wątpliwości muszę w tym miejscu przypomnieć, że po 1999 r. kryterium lustracyjne stanowiło jedną z przesłanek odmowy wydania poświadczenia bezpieczeństwa. Wtedy jednak przyczyną odmowy nie był sam fakt współpracy z SB, ale podatność na szantaż wynikająca z jednej strony z ukrywania przez osobę sprawdzaną faktu tej współpracy, a z drugiej strony z kompromitującej tą osobę zawartości akt pozostałych po byłej SB. Od momentu ujawnienia akt zgromadzonych w IPN ta przesłanka nie ma zastosowania – skoro akta są powszechnie dostępne, to nikogo nie da się szantażować ich treścią. Tak więc i w tym przypadku przepis nie ma żadnego związku z celem ustawy, a jest tylko aktem zemsty na ludziach uznanych przez obecną władzę za najgorszy sort.

Dla porządku trzeba jeszcze wspomnieć o dwóch przepisach końcowych usuwających niedobitki funkcjonariuszy starych służb z obecnych służb specjalnych. Te przepisy nawet formalnie nie mają żadnego związku z przedmiotem ustawy, więc niewątpliwie naruszają zasady poprawnej legislacji.

Jeżeli autorzy projektu myśleli o czystce wśród osób posiadających poświadczenia bezpieczeństwa jako o sposobie na swoją ewakuację z sektora służb do sektora prywatnego, to stworzyli dzieło schizofreniczne, dali bowiem służbom takie możliwości działania wobec osób i instytucji mających dostęp do informacji niejawnych, że następna ekipa mogłaby swoich poprzedników szybko i skutecznie „sczyścić”. Nie mam współczucia dla ludzi Mariusza Kamińskiego, ale zaproponowane rozwiązania psują prawo, naruszają Konstytucję i niszczą system, którego celem (nie zawsze osiągniętym) była swego rodzaju równowaga między skutecznością ochrony informacji niejawnych a poszanowaniem praw obywateli.

Nowi oficerowie obiektowi

Przykładem fatalnych rozwiązań projektowanej ustawy jest powołanie nowej kategorii pełnomocników ochrony informacji niejawnych, którzy przestaną być pełnomocnikami swoich kierowników, a staną się pełnomocnikami służb (ABW lub SKW). Autorzy pierwszej ustawy o ochronie informacji niejawnych z 1999 r. mieli problem z umocowaniem w polskich warunkach powszechnie istniejącej w krajach NATO instytucji urzędników ds. bezpieczeństwa – security officer – którą to nazwę błędnie tłumaczono na „oficer bezpieczeństwa”. 10 lat po zmianie ustroju funkcja ta budziła jednoznaczne skojarzenia z oficerami obiektowymi Służby Bezpieczeństwa, funkcjonariuszami skierowanymi przez SB do najważniejszy instytucji i zakładów, żeby realizować na miejscu zadania policji politycznej.

W tym miejscu zrobię dygresję dla czytelników zbyt młodych, żeby pamiętać czasy PRL. W stanie wojennym siedziałem w obozie z działaczem „Solidarności” z Instytutu Badań Jądrowych w Świerku, który znalazł się w odosobnieniu, bo ciężko podpadł oficerowi obiektowemu SB w swoim zakładzie publikując na łamach gazetki zakładowej zmyślony wywiad z tymże oficerem. W tekście wywiadu oficer obiektowy SB dopytywany o swoje dotychczasowe doświadczenie zawodowe w badaniach jądrowych odpowiadał, że stosował je wyłącznie wobec najbardziej opornych przesłuchiwanych.

Trudno się dziwić, że autorzy ustawy z 1999 r. pragnęli za wszelką cenę uniknąć skojarzenia security officer z oficerem obiektowym SB. Dlatego wymyślono zupełnie nową nazwę – pełnomocnika ochrony informacji niejawnych – którego podporządkowano wyłącznie kierownikowi jednostki organizacyjnej i uczyniono niejako przedstawicielem tego kierownika m.in. do spraw kontaktów ze służbą.

Projekt ustawy o ochronie informacji niejawnych w praktyce przywraca funkcję oficerów obiektowych. Będą oni powoływani w podmiotach „kluczowych dla zapewnienia bezpieczeństwa państwa”, których listę sporządzą służby, a zatwierdzi Rada Ministrów w formie rozporządzenia. Przed powołaniem będą musieli uzyskać specjalną pozytywną opinię szefa właściwej służby. Opinia ta będzie mogła być w każdej chwili cofnięta, co będzie skutkować niezwłocznym zwolnieniem ze stanowiska. Projekt nie określa żadnych kryteriów wydawania i cofania takich opinii, potrzeby jakichkolwiek uzasadnień czy istnienia procedury odwoławczej. Po prostu czyste widzimisię szefa służby.

W praktyce kierownicy jednostek organizacyjnych nie będą mieli innego wyjścia niż powołanie osób wskazanych przez szefów służb – byłych funkcjonariuszy, funkcjonariuszy na etatach niejawnych, tajnych współpracowników, a w przypadku wysoko opłacanych stanowisk w prywatnych firmach (np. u operatorów telekomunikacyjnych) po prostu kumpli szefów służb. Ci nowi oficerowie obiektowi będą się dla niepoznaki nadal nazywać pełnomocnikami ochrony.

Totalna inwigilacja

Niebezpieczne dla obywateli regulacje znalazły się w części projektu ustawy dotyczącej bezpieczeństwa osobowego. Dotychczasowe przepisy tworzyły stan pewnej równowagi między interesem służby prowadzącej postępowanie a interesem obywatela temu postępowaniu poddanego, ograniczały też możliwość ingerencji służby w prywatność osób trzecich. Pod nową ustawą służby będą mogły prawie wszystko. Przykład – do tej pory służby robiły wywiad w miejscu zamieszkania osoby sprawdzanej. Teraz będą mogły robić wywiad w dowolnym miejscu „aktywności życiowej” tej osoby – siłowni, restauracji, bibliotece, nocnym klubie. Nielubiana przez służbę osoba sprawdzana będzie mogła zostać poddana totalnej inwigilacji.

Inny przykład rozszerzenia kontroli służby nad obywatelem to sprawdzenie jego sytuacji majątkowej. W myśl obecnie obowiązującej ustawy postępowanie sprawdzające obejmuje „sprawdzenie stanu i obrotów na rachunku bankowym oraz zadłużenia osoby sprawdzanej, w szczególności wobec Skarbu Państwa”. W projekcie nowej ustawy ten przepis rozdęto do monstrualnych rozmiarów:

Jeżeli jest to konieczne w związku z uzyskanymi informacjami poszerzone postępowanie sprawdzające może obejmować także: (…) uzyskanie informacji lub kopii dokumentów dotyczących stanu i historii obrotów na rachunku bankowym, a w szczególności salda po operacji, daty, kwoty, typu i tytułu operacji, w tym wszystkich jej szczegółów wraz z opisem, włącznie z danymi rachunku przeciwstawnego i jego właściciela, a także informacji lub kopii dokumentów dotyczących innych produktów bankowych lub innych instrumentów finansowych, jak również posiadanego majątku, prowadzonej działalności gospodarczej, dokonanych czynności majątkowych, w szczególności transakcji zbycia, nabycia lub zamiany majątku, ustanowienia hipoteki, posiadanych zobowiązań finansowych, prowadzonych postępowań karno-skarbowych oraz uzyskanych dochodów osoby sprawdzanej, jej małżonka lub partnera życiowego oraz osób, z którymi prowadzi ona wspólne gospodarstwo domowe lub które pozostają na jej utrzymaniu, albo są współwłaścicielami rachunku bankowego, a także innych osób, o ile w toku postępowania zostanie ustalone, że należące do nich środki lub inny majątek stanowiły źródło finansowania poziomu życia osoby sprawdzanej albo majątku, z którego ona bezpośrednio korzysta.

Służba będzie mogła bardzo szczegółowo sprawdzić nie tylko majątek osoby sprawdzanej i jej bliskich, ale również, tak samo szczegółowo, cały majątek osób trzecich, jeżeli „należące do nich środki lub inny majątek stanowiły źródło finansowania poziomu życia osoby sprawdzanej albo majątku, z którego ona bezpośrednio korzysta”, cokolwiek miałoby to oznaczać. Pojawia się w tym momencie zastrzeżenie do proporcjonalności ingerencji służby w prywatność osób trzecich, które na tą ingerencję nie wyrażają zgody, a co za tym idzie do zgodności tego przepisu z Konstytucją.

Projekt ustawy wprowadza – na żądanie służby obowiązkowe – stosowanie wobec osób sprawdzanych w toku postępowania sprawdzającego tzw. badań poligraficznych (zwanych również wariograficznymi), czyli potocznie mówiąc badań na aparacie do wykrywania kłamstwa. Warto zauważyć, że taka metoda sprawdzania wiarygodności osób dopuszczanych do tajemnicy jest stosowana w niektórych krajach pozaeuropejskich (np. USA, Izrael, Japonia), natomiast w Europie nie stosuje się jej ze względu na nadmierną ingerencję w prywatność oraz zastrzeżenia do wiarygodności tej metody. W Polsce badania poligraficzne zostały od 2003 r. dopuszczone w postępowaniu karnym, ale wyłącznie za zgodą osoby badanej. W naszych służbach stosuje się badania poligraficzne wobec funkcjonariuszy w ramach procedur bezpieczeństwa wewnętrznego. Projekt ustawy wprowadza możliwość wykorzystania tej metody wobec dziesiątków tysięcy osób cywilnych w sytuacji faktycznego przymusu, gdyż brak zgody osoby sprawdzanej będzie skutkował odmową wydania poświadczenia i w konsekwencji utratą pracy.

Według obecnie obowiązujących przepisów postępowanie sprawdzające kończy się w momencie wydania poświadczenia bezpieczeństwa, a wznowić je można w formie postępowania kontrolnego wyłącznie w razie uzyskania i zweryfikowania przez służbę nowych informacji podważających dawanie przez osobę posiadającą poświadczenie rękojmi zachowania tajemnicy. W myśl nowych przepisów służba będzie mogła prowadzić wobec osób sprawdzanych nieustające postępowania sprawdzające przez cały okres ważności poświadczenia. Dodatkowo służba będzie mogła w dowolnym momencie żądać od osoby sprawdzanej uaktualnienia danych zawartych w ankiecie pod groźbą wszczęcia postępowania kontrolnego, a co za tym idzie natychmiastowego odcięcia dostępu do informacji niejawnych, bez żadnego uzasadnienia.

Również zawieszenie postępowania będzie obowiązujące tylko dla obywatela. Służba będzie mogła go inwigilować nie zwracając uwagi na własną decyzję o zawieszeniu postępowania.

Powyżej przedstawiłem tylko kilka istotnych zastrzeżeń do projektu nowej ustawy o ochronie informacji niejawnych. Projekt zawiera szereg innych nowych rozwiązań, niektórych zasadnych, innych niezrozumiałych, jeszcze innych ewidentnie wadliwych. Wśród tych ostatnich mógłbym wskazać na chaotyczną próbę zmiany podziału kompetencji miedzy ABW i SKW, zwłaszcza w zakresie wykonywania zadań krajowej władzy bezpieczeństwa (ochrony informacji klasyfikowanych otrzymywanych z zagranicy). Jeżeli projektowane przepisy zostaną przyjęte w proponowanej formie, będą mogły stać się przedmiotem rozpraw doktorskich próbujących rozwikłać, co ustawodawca miał na myśli. Niebezpiecznym pomysłem jest także wprowadzenie do bezpieczeństwa przemysłowego quasi-postępowań sprawdzających wobec współwłaścicieli, udziałowców i akcjonariuszy, którzy nie podlegają normalnym postępowaniom. W wielu przypadkach mogą to być cudzoziemcy mieszkający za granicą i w odniesieniu do takich osób ocena służb będzie miała charakter uznaniowy. Otwiera to służbom możliwość działań o charakterze korupcyjnym (np. pozytywna opinia w zamian za zatrudnienie wskazanych osób).

Dane obywateli w rękach służb i polityków

Na koniec zostawiłem najgroźniejsze przepisy projektowanej ustawy, wprowadzające możliwość wykorzystania informacji uzyskanych przez służby w toku postępowań sprawdzających w innych działaniach tych służb, w tym szczególnie operacyjnych, a także przekazywania ich politykom i wykorzystywania do walki politycznej.

Jeszcze w końcu lat 90-tych ubiegłego wieku, w okresie wdrażania pierwszej ustawy o ochronie informacji niejawnych, a zarazem nawiązywania współpracy w ramach NATO przedstawiciele partnerskich służb lub innych instytucji realizujących postępowania sprawdzające w krajach „starego” NATO przestrzegali nas przed pokusą wykorzystywania informacji zdobytych w postępowaniu do innych celów, gdyż byłoby to sprzeczne ze standardami państwa prawa, a zarazem podważałoby wiarygodność służby. Pamiętam rozmowę ze starszym oficerem jednej z natowskich służb, który mówił: „Jeżeli w toku waszych procedur wykryjecie obcego szpiega, musicie mieć możliwość niezwłocznego poinformowania właściwych organów. Ale jeżeli wasza służba zacznie wykorzystywać wrażliwe informacje przekazywane przez ludzi do werbunku agentury, stracicie wiarygodność, a ludzie będą się bali z wami rozmawiać i będą unikać udzielania wam jakichkolwiek istotnych informacji”.

W art. 72 obecnie obowiązującej ustawy o ochronie informacji niejawnych jest zapisane ograniczenie możliwości udostępniania akt postępowań sprawdzających do celów związanych z postępowaniami sprawdzającymi albo na żądanie sądu lub prokuratora. Trzeba przyznać, że ograniczenie to nie jest wystarczająco precyzyjne i w przyszłości wymagałoby uzupełnienia. Natomiast twórcy omawianego tutaj projektu poszli w kierunku przeciwnym. W projekcie zapisano:

Materiały zgromadzone w aktach postępowań (…) mogą zostać (…) wykorzystane na potrzeby realizacji ustawowych zadań ABW, SKW albo służb, o których mowa w art. 23 ust. 8.

Przepis ten zwalnia służby z jakichkolwiek ograniczeń dotyczących wykorzystania bardzo wrażliwych danych obywateli w dowolny sposób, w tym przeciwko nim samym lub przeciwko osobom trzecim, również ich bliskim. Teraz każdy, kto przyzna się w ankiecie do posiadania nieślubnego dziecka albo partnera tej samej płci będzie mógł się obawiać, że służba zaszantażuje jego partnerkę albo partnera ujawnieniem takiej wrażliwej informacji wobec rodziny lub znajomych.

Projekt idzie jeszcze dalej:

Ze względu na istotny interes bezpieczeństwa państwa informacje uzyskane przez ABW, SKW albo służby, o których mowa w art. 23 ust. 8, w związku z postępowaniami sprawdzającymi, kontrolnymi postępowaniami sprawdzającymi lub postępowaniami bezpieczeństwa przemysłowego, o ile nie narusza to interesów służby, która przeprowadziła te postępowania – mogą zostać przekazane:
1) Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej;
2) Prezesowi Rady Ministrów;
3) Marszałkowi Sejmu;
4) Ministrowi Koordynatorowi Służb Specjalnych, jeżeli został powołany;
5) Ministrowi Obrony Narodowej, Ministrowi Sprawiedliwości oraz ministrom właściwym do spraw wewnętrznych i do spraw zagranicznych – za zgodą Prezesa Rady Ministrów.

Wzrusza troska autorów projektu o interesy służb, które mogłyby doznać uszczerbku wskutek przekazania informacji politykom. Niestety empatia współpracowników min. Kamińskiego wobec służb nie sięga już obywateli, których najbardziej wrażliwe dane będą przekazywane politykom pod pretekstem w ogóle nie zdefiniowanego „istotnego interesu bezpieczeństwa państwa”. Ciekaw jestem, czy posłowie PiS, którzy będą głosować nad tym projektem, a którzy kiedykolwiek przechodzili postępowanie sprawdzające, będą mieli świadomość, że na podstawie tego przepisu następcy obecnych szefów służb będą mogli przekazać politykom obecnej opozycji, którzy w przyszłości obejmą najwyższe stanowiska państwowe, nawet najbardziej intymne informacje na ich temat znajdujące się w ich teczkach postępowań sprawdzających. Z drugiej strony nie można wykluczyć, że intencją projektodawców jest usankcjonowanie obecnie prowadzonych nielegalnych działań polegających na przekazywaniu politykom informacji z postępowań sprawdzających, aby sprawcy tych działań mogli uniknąć w przyszłości odpowiedzialności karnej.

Rozwiązanie na przyszłość – odebrać służbom postępowania

Napisałem wyżej, że projekt nowej ustawy o ochronie informacji niejawnych psuje prawo i narusza Konstytucję. Byłoby nieszczęściem, gdyby nowa władza, która przyjdzie po PiSie, uległa pokusie, żeby go wykorzystać przeciwko swoim poprzednikom, bo w ten sposób fatalne rozwiązania na stałe znalazłyby miejsce w polskim systemie prawnym. Ale nie wystarczy uchylenie złej ustawy (jeśli zostanie uchwalona) i przywrócenie poprzedniej. Projektując „Polskę po PiSie” powinniśmy zastanowić się nad takimi rozwiązaniami, które utrudnią wdrażanie pomysłów łamiących Konstytucję i szkodliwych dla obywateli. Takim rozwiązaniem byłaby istotna zmiana systemu ochrony informacji niejawnych poprzez odebranie służbom specjalnym zadania prowadzenia postępowań sprawdzających (z wyjątkiem postępowań wobec funkcjonariuszy i pracowników tych służb) i przekazanie tego zadania specjalnie powołanej w tym celu instytucji. Takie instytucje istnieją w większości krajów europejskich i dobrze spełniają swoją rolę.

Nowa instytucja – nazwijmy ją roboczo Urzędem Ochrony Informacji Niejawnych – miałby status centralnego urzędu podległego bezpośrednio premierowi. Opracowywałaby i nadzorowała wdrażanie standardów ochrony informacji niejawnych, prowadziłaby szkolenia w tym zakresie, pełniła funkcje krajowej władzy bezpieczeństwa w relacjach z zagranicą, odpowiadałby za procedury akredytacji i certyfikacji w bezpieczeństwie teleinformatycznym, a przede wszystkim realizowałaby postępowania sprawdzające, kontrolne postępowania sprawdzające oraz postępowania bezpieczeństwa przemysłowego.

Inne organy państwowe, w tym służby specjalne, byłyby zobowiązane do współpracy z Urzędem w zakresie postępowań sprawdzających, w tym udzielania informacji i realizacji zadań zleconych przez Urząd w trybie określonym ustawą. W nowej ustawie powołującej Urząd należałoby precyzyjnie określić, że informacje uzyskane w toku postępowań sprawdzających mogą być przekazywane instytucjom zewnętrznym wyłącznie w zakresie koniecznym dla prowadzenia tych postępowań, a akta postępowań, jedynie dla celów postępowań odwoławczych i skargowych oraz na żądanie sądu lub prokuratury dla celów postępowania karnego.

Zdaję sobie sprawę, że żaden system nie zapobiegnie łamaniu prawa przez ludzi, którzy wykorzystują sprawowaną władzę do łamania prawa ani nie ochroni obywateli przed zakusami polityków, którzy zdecydują się działać na ich szkodę. Ale odebranie służbom specjalnym prowadzenia postępowań sprawdzających znacząco utrudniłoby w przyszłości wszelkie próby wykorzystania informacji zgromadzonych w tych postępowaniach na szkodę obywateli i obnażyłoby intencje polityków, którzy chcieliby ten system zmienić.

O autorze: Tomasz Borkowski – były działacz opozycji demokratycznej, internowany w stanie wojennym. Od 1990 r. w Urzędzie Ochrony Państwa, a następnie w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zastępca dyrektora w pionach: analiz i informacji, współpracy z NATO oraz ochrony informacji niejawnych. Zakończył służbę w stopniu pułkownika. W latach 2008 – 2015 dyrektor Biura Kolegium ds. Służb Specjalnych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a w okresie 2012 – 2015 sekretarz tego Kolegium. Od 2015 r. na emeryturze, jako niezależny dziennikarz publikuje artykuły na temat historii oraz służb specjalnych.

Udostępnij: