Moskwa pod ciśnieniem wojny
Przez lata Kreml chciał przekonać własnych obywateli, że wojna to obraz odległy — gdzieś za linią frontu, gdzieś w ukraińskich miastach, gdzieś poza codziennym życiem Moskwy.
Dziś ten obraz pęka.
Dym unoszący się nad Moskwą nie jest tylko skutkiem militarnego uderzenia. Jest symbolem głębszej porażki państwa, które rozpętało wojnę, a teraz coraz wyraźniej odczuwa jej ciężar na własnym zapleczu.
To sukces Ukrainy — nie dlatego, że płonie rosyjska infrastruktura, ale dlatego, że Ukraina udowadnia zdolność do obrony, odwetu i uderzania w strategiczne punkty przeciwnika. Państwo, które miało upaść w kilka dni, dziś potrafi przenieść presję wojny tam, gdzie przez lata budowano mit nietykalności.
To zarazem porażka Moskwy.
Porażka propagandy, która obiecywała bezpieczeństwo.
Porażka systemu, który twierdził, że kontroluje sytuację.
Porażka Kremla, który sprowadził wojnę na Europę, a teraz widzi jej cień nad własną stolicą.
Ukraina nie upadła.
Ukraina stała się silniejsza.
A Rosja coraz wyraźniej płaci cenę wojny, którą sama rozpoczęła.

