BLISKI WSCHÓD ZNÓW STOI W OGNIU.
A ŚWIAT WCHODZI W FAZĘ BARDZO WYSOKIEGO RYZYKA.
Nie trzeba dziś ogłaszać III wojny światowej, by uczciwie powiedzieć jedno: to jest realne zagrożenie dla pokoju międzynarodowego. Wojna nie zatrzymuje się już na granicach regionu. Uderza w światową energetykę, żeglugę, handel, stabilność rynków i strategiczną równowagę sił. Reuters podaje, że przez Cieśninę Ormuz przechodzi około 20% światowego transportu ropy i LNG, a zakłócenia w tym rejonie już podbijają ceny i zwiększają napięcie gospodarcze na świecie.
Najgroźniejsze jest to, że wielkie kryzysy rzadko zaczynają się od jednego symbolicznego „wielkiego wybuchu”.
Znacznie częściej narastają krok po kroku: najpierw jest uderzenie, potem odwet, potem rozszerzenie frontu, potem chaos cenowy, a w końcu destabilizacja, która dotyka państwa bardzo odległe od samego pola walki. Dziś właśnie taki mechanizm widać na Bliskim Wschodzie. Reuters informuje, że konflikt wszedł już w trzeci tydzień, USA uderzyły w kluczowy irański hub eksportowy na Kharg Island, a Iran grozi odwetem wobec obiektów regionalnych powiązanych z USA.
Dla Europy to nie jest odległy dramat oglądany w telewizji.
To ryzyko droższej energii, większych kosztów transportu, presji inflacyjnej i osłabienia odporności gospodarczej. Skala zagrożenia jest tak duża, że państwa europejskie poparły skoordynowane uwolnienie rezerw ropy, a część rządów i instytucji już szuka awaryjnych rozwiązań osłonowych. Reuters opisuje zarówno wsparcie Europy dla największego w historii uwolnienia rezerw IEA, jak i działania osłonowe wobec rosnących cen energii.
Dla Polski najgroźniejsze może być jednak to, czego nie widać od razu.
Im więcej uwagi Zachodu pochłania Bliski Wschód, tym większe ryzyko rozproszenia sił, zasobów i politycznej koncentracji wobec wojny Rosji przeciw Ukrainie i zagrożeń na wschodniej flance NATO. I właśnie dlatego w Europie padają już słowa bardzo mocne: przewodniczący Rady Europejskiej António Costa powiedział wprost, że jedynym wygranym tej wojny jest Rosja — bo rosnące ceny energii wzmacniają jej dochody, a uwaga świata odwraca się od Ukrainy.
Nie wolno więc patrzeć na tę wojnę jak na „kolejny konflikt gdzieś daleko”.
Współczesny świat jest zbyt połączony, by wojna na Bliskim Wschodzie była tylko problemem Bliskiego Wschodu. Wystarczy wzrost cen ropy, zakłócenie żeglugi, nerwowość rynków i przesunięcie priorytetów wojskowych, by skutki odczuły także europejskie rodziny, firmy, gospodarki i systemy bezpieczeństwa. Reuters podaje, że ceny Brent przekroczyły już 103 dolary za baryłkę, a przy dłuższych zakłóceniach mogą rosnąć dalej.
Dlatego dziś nie czas ani na panikę, ani na uspokajające złudzenia.
Bliski Wschód nie musi wywołać III wojny światowej, by już teraz szkodzić pokojowi światowemu.
Wystarczy, że podnosi ceny energii, rozsadza stabilność, osłabia uwagę Zachodu i zwiększa globalny chaos.
To nie jest tylko wojna regionu.
To ostrzeżenie dla całego świata.

