19 MILIONÓW REKORDÓW. TO JUŻ NIE TYLKO PROBLEM OCHRONY DANYCH
Skala ujawnionego dziś cyberincydentu dotyczącego systemów MyDr powinna uruchomić znacznie poważniejszą dyskusję niż tylko pytanie: „czy wyciekł mój PESEL?”
Mówimy o danych dotyczących blisko 19 milionów osób.
Żeby zrozumieć tę liczbę, warto ją do czegoś porównać.
Skala jest więc porównywalna z liczbą ludzi uczestniczących w jednym z najważniejszych aktów demokratycznych państwa.
I właśnie dlatego powinniśmy spojrzeć na ten incydent także z perspektywy bezpieczeństwa Polski.
Jeżeli ogromne zbiory danych osobowych — szczególnie danych dotyczących zdrowia, kontaktów, tożsamości czy innych informacji pozwalających dokładniej poznać człowieka — trafiają w niepowołane ręce, ich potencjalne wykorzystanie nie kończy się na oszustwie finansowym.
Takie informacje mogą zwiększać możliwości:
A jeśli duże, szczegółowe bazy danych zostaną połączone z informacjami pochodzącymi z innych wycieków, mediów społecznościowych i publicznie dostępnych źródeł, ich wartość wywiadowcza i przestępcza może jeszcze wzrosnąć.
W epoce AI dane są paliwem.
Im więcej ktoś wie o człowieku, tym łatwiej może próbować przewidzieć jego zachowanie, zdobyć jego zaufanie, wykorzystać jego obawy albo podsunąć mu przekaz przygotowany właśnie dla niego.
Dlatego dzisiejszego zdarzenia nie powinniśmy postrzegać wyłącznie jako kolejnej „afery RODO”.
Ochrona danych milionów obywateli jest elementem odporności państwa.
Cyberbezpieczeństwo, bezpieczeństwo informacji i edukacja pracowników nie są już sprawą wyłącznie informatyków i inspektorów ochrony danych.
To część bezpieczeństwa narodowego.
A przede wszystkim — żeby wyciągnąć wnioski zanim wydarzy się następny incydent.

